Cosplay 2.0: więcej niż przebieranki

Czy cosplayerzy chcą się rozwijać?

Stefano Tinti / Shutterstock.com

Stefano Tinti / Shutterstock.com

Cosplay: początki

Pojawienie się zabawy w udawanie i strojenie się datowane jest na rok 1984.

To właśnie wtedy Japończyk Nobuyuki Takahashi – dziś uważany za ojca i popularyzatora tej aktywności – użył terminu „cosplay” w swoim artykule do czasopisma „My Anime”, by opisać to, co zaobserwował podczas swojego pobytu na Wolrdconie w Los Angeles.

Chodzi o hordy ludzi odgrywających popularne postaci poprzez przywdziewanie — najczęściej własnoręcznie zaprojektowanych oraz skomponowanych z dbałością o każdy detal - strojów nawiązujących do popularnych postaci i motywów świata fantasy.

Fenomen ten został błyskawicznie przyjęty przez społeczność Kraju Kwitnącej Wiśni. Tutejsza grupa zapaleńców skupionych wokół mangi i anime dosłownie oszalała na punkcie cosplayu, co poskutkowało przeobrażeniem tego hobby w ogólnokrajową sensację.

Ludzie zaczęli prześcigać się w tworzeniu kostiumów, a ich cel był jeden – stworzyć najlepszy pod względem jakości wykonania, stopnia skomplikowania oraz podobieństwa outfit odtwarzanej postaci.

Japonia po dziś dzień uważana jest za kolebkę cosplayu, a przemysł związany z różnego rodzaju dodatkami, akcesoriami, rekwizytami, perukami, soczewkami, barwnikami, makijażem, tkaninami, biżuterią, a nawet bronią jest niezwykle dochodowy.

Obecnie cosplay jest stałym elementem wszelkich konwentów na całym świecie, a także częścią modelingu z szeregiem profesjonalnych pokazów i sesji zdjęciowych. Ponadto, coraz częściej prezentowane są odzwierciedlenia postaci znanych nie tylko z mangi i anime, lecz również – a może nawet przede wszystkim – z komiksów, filmów i gier.

Więcej niż tylko LARP

No dobra, a co ma to wszystko wspólnego z najnowszymi technologiami? Obok cosplayu można postawić jeszcze jedno – może nie tyle łudząco podobne, co zapożyczające pewne elementy z aktywności typu costume play – zjawisko jakim jest Live Action Role-Playing.

Zobacz również: Gadżetovlog - zrzędzenia zrzędy o kinie

LARP-y to gry terenowe polegające na odgrywaniu wyimaginowanych zdarzeń. Poza podziałem na role, scenariuszem i zbiorem reguł umożliwiającymi bezproblemową grę, zawierają one również szereg wytycznych odnośnie przystosowywania terenu i wyglądu uczestników zabawy ku jak najlepszej immersji.

Co prawda, tego typu zabawy – oparte po części na teatralnej improwizacji – rozwijają się niezależnie od cosplayu, a ich początek sięga już XVII wieku. Jednak dopiero teraz zaczynają przybierać zupełnie nową formę.

Wraz z ekspansją elektronicznej rozrywki i rozpowszechnieniem wirtualnych uniwersów, ludzie zafascynowani kuszącym pięknem i magią tychże światów postanowili przenieść je do rzeczywistości, a ich zamysłem było zrobić to z ogromnym rozmachem.

Choć z jednej strony mamy sporo oryginalnych propozycji na przetransponowanie gier do naszej rzeczywistości, tak wiele z pomysłów to po prostu odświeżone wersje klasycznych i znanych rozrywek o wieloletniej tradycji, które spece od marketingu próbują sprzedać nam raz jeszcze w ultranowoczesnym opakowaniu.

I Ty możesz zostać wiedźminem

Biała gorączka na punkcie białego wilka owładnęła ogromne rzesze miłośników fantastyki. Wprawdzie szerokie grono ludzi jest w pełni usatysfakcjonowane statycznymi nośnikami okołosapkowskich rewelacji pod postacią książek, gier i twórczości fanowskiej, tak część osób przyzwyczajonych do dynamiki naszego świata stale poszukuje czegoś więcej.

Zgodnie z zasadą popytu i podaży, na ofertę dla spragnionych przygód podróżników nie trzeba było czekać długo. W kwietniu w Zamku Moszna pod Opolem został zorganizowany zlot fanów świata wiedźmina, a dokładniej wiedźmińska szkoła z warownią Kaer Tiele na czele.

72 adeptów w różnym wieku i różnego pochodzenia wzięło udział w czterodniowym szkoleniu na profesjonalnych zabójców potworów.

Do dyspozycji mieli bardzo realistyczne stroje wiedźminów, wilkołaków, elfów czy czarnoksiężników oraz rekwizyty i broń (bynajmniej nie plastikową), a sam zamek został odpowiednio udekorowany, by jak najlepiej oddać średniowieczny nastrój z elementami magii. Zadbano nawet o kukły do treningów czy cechowe medaliony.

Co ciekawe, atrakcje te są przewidziane wyłącznie dla pełnoletnich osobników, co można potraktować jako skuteczny argument do utarcia nosa marudom, uważającym takie aktywności za dziecinne formy spędzania wolnego czasu.

W dniach 31. sierpnia – 3 września została zorganizowana międzynarodowa, anglojęzyczna wersja tego wydarzenia, bezpardonowo udowadniająca szeroki zasięg słowiańskich mieczy.

Warto wspomnieć, że wcielenie się w Geralta wymaga dosyć pokaźnej sakwy z orenami, albowiem jednorazowe uczestnictwo w tej inicjatywie kosztuje 800 złotych.

Czy warto? Cóż, na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Wypadałoby jednak nadmienić, że czasem lepiej jest znaleźć grupę przyjaciół i swój wymarzony świat budować własnoręcznie, co wymaga na pewno ogromnego wysiłku i samozaparcia, ale koniec końców daje ogrom satysfakcji.

Za przykład niech posłużą ludzie, którym już udało się stworzyć happening polegający na zainscenizowaniu słynnych motywów z tak widowiskowych gier jak Mirror's Edge i Assassin's Creed czy filmów pokroju Spider-Mana.

Jednym z nich jest youtuber Devin Graham, znany także jako Devin Super Tramp, który od kilku już lat łączy freerunning i parkur z cosplayem. Jest co podziwiać!

Kształcenie pod okiem Odyna

O ile wiedźmińska szkoła to jedynie atrakcja dla znudzonych i odskocznia od codziennych obowiązków, o tyle szwedzka propozycja uniwersytetu wikingów to już podwaliny pod w pełni respektowany zawód.

Ludowa szkoła w Seljord, wykorzystując popularność seriali i filmów o tematyce nordyckiej, postanowiła wprowadzić do swojej oferty dosyć nietuzinkowy kierunek studiów, po ukończeniu którego, absolwenci będą mogli poszczycić się tytułem wikinga.

Jak mówi rektor placówki, Arve Husby, celem powołania do życia tej organizacji jest wywołanie pasji w młodych ludziach, pokazanie kultury wikingów w całej okazałości oraz wsiąknięcie w nią 24 godziny na dobę.

Studenci na zajęciach uczą się takich przydatnych umiejętności jak produkcja węgla drzewnego i szycie butów. Pozostałe umiejętności wikinga to również nauka żeglowania, wykuwanie mieczy, budowanie domów, orientacja w terenie oraz zajęcia ceramiczne i rzeźbienie w drzewie.

Studia te kładą największy nacisk na wiedzę praktyczną. Studenci mają doświadczyć na własnej skórze jak wyglądały realia życia wikingów, a mają w tym pomóc kursy, które obejmują każdą aktywność przypisywaną żyjącym przed wiekami ludziom. Jest ich do wyboru ponad 70.

Rektor wyjaśnia, że szkoła cieszy się dużym zainteresowaniem, zarówno wśród fanów seriali takich jak „Gra o Tron” czy „Wikingowie” oraz gier typu „Viking: Battle for Asgard” czy „War of the Vikings”, jak i tych, którzy po prostu chcą nauczyć się rękodzieła albo wziąć udział w zapomnianych rytuałach. Szkoła w Seljord oferuje również kilka miesięcy w obozie pod Mount Everestem.

Nie od razu Minas Tirith zbudowano

Przenoszenie samego klimatu i aktywności to jednak dla niektórych wciąż zbyt mało. Dlaczego nie zacząć budować całych imperiów? Z pomocą przychodzą platformy crowdfundingowe.

Nie tak dawno na Indiegogo pojawiła się kampania o nazwie Realise Minas Tirith, której celem jest zebranie pieniędzy na stworzenie repliki w skali jeden do jednego całego miasta Minas Tirith znanego z kart powieści „Władca Pierścieni” Tolkiena oraz filmowych adaptacji Jakcksona tj. „Dwóch Wież” i „Powrotu Króla”.

Zebranie, bagatela, 1,85 mld funtów wydaje się dość wysoko postawioną poprzeczką nawet z perspektywy samych twórców i to przy uwzględnieniu dobrej kondycji i współpracy tolkienowskiego fandomu, jednak nie przeszkodziło to pomysłodawcom projektu w stworzeniu szczegółowego planu nad budową tegoż miasta.

Budowa Minas Tirith miałaby zająć 7 lat, a w jego skład wchodziłyby obiekty zarówno mieszkalne jak i komercyjne. Kto wie, może za parę lat zwrot „Mordor na Domaniewskiej” również będzie można traktować o wiele bardziej dosłownie niż dotychczas?

Oczywiście pomysł ten nie przeszedł niezauważony pośród ludzi obdarzonych poczuciem humoru, w wyniku czego ta bądź co bądź poważna oferta została skontrowana konkurencyjną, a zarazem prześmiewczą kampanią głoszącą odtworzenie bitwy na polach Pelennoru i zrównanie jeszcze niepowstałego Minas Tirith z ziemią.

Lud żąda igrzysk!

Pomimo tego, że historyczne rekonstrukcje czy też turnieje walk rycerskich to nic nowego, a tego typu imprezy od lat cieszą się dużym zainteresowaniem, tak również tutaj zwęszono interes. Postanowiono przywrócić walki gladiatorów!

Australijski startup Unified Weapons Master zorganizował zbiórkę pieniędzy na Indiegogo mającą na celu umożliwienie przywrócenia antycznej rozrywki igrzysk rodem z Koloseum.

Koncepcja jest taka, by na arenie ścierali się ze sobą wojownicy posługujący się przeróżnymi rodzajami broni białej takimi jak miecze, sztylety i topory, jednak z wyeliminowaniem takich skutków ubocznych jak dekapitacja, odrąbywanie kończyn i rozbryzgi krwi.

Bronie mają być wykonane ze specjalnego materiału uniemożliwiającego zrobienie krzywdy, a sami wojownicy mieliby być wyposażeni w specjalną zbroję o dumnie brzmiącej nazwie, Lorcia.

Pancerz ten ma nie tylko za zadanie chronić dzielnych wojaków przed ciosami, ale również zbierać dane za pomocą wbudowanego zestawu czujników.

Sprzęt ma oceniać jak silne było uderzenie lub dźgnięcie i jakie szkody by spowodowało w prawdziwej walce. Po dokonaniu obliczeń z pasku życia wojownika zostanie odjęta konkretna liczba punktów, co przywodzi na myśl gry z kategorii bijatyk takich jak SoulCalibur.

Widownia ma mieć możliwość zarówno podziwiać zmagania wojaków z bliska, jak i obserwować transmisję ich potyczek przez Internet.

Bądź jak Misty i Ash Ketchum – złap je wszystkie!

Ze wszystkich prób przeniesienia wirtualnego świata do rzeczywistości, idea Nintendo dotycząca Pokemonów podoba mi się jednak najbardziej. Być może dlatego, że na szeroką skalę korzysta z dobrodziejstwa technologicznych nowinek.

Aplikacja Pokemon Go ma trafić do sklepów z aplikacjami w roku 2016 z okazji dwudziestolecia istnienia marki „kieszonkowych potworów”. Dostępna ma być na Androida oraz iOS, a przewidziany model płatności to free-to-play prawdopodobnie z pewnymi mikrotransakcjami.

Za grę ma być odpowiedzialne studio Niantic Labs, które ma już na swoim koncie doświadczenie w postaci opracowania wraz z Google gry Ingress opartej na technologii AR.

Gracze Pokemon Go będą mogli poszukiwać stworków, wymieniać się nimi ze swoimi znajomymi, a także toczyć emocjonujące pojedynki, a to wszystko w prawdziwym świecie za sprawą rozszerzonej rzeczywistości.

Dzięki modułowi GPS w smartfonach, gra ma rozpoznawać lokalizację użytkownika i na jej podstawie zasugerować lokacje w okolicy, do których należy się udać, by uzyskać dostęp do specjalnej zawartości w samej aplikacji.

Poza samą grą zalecane jest również zaopatrzenie się w opaskę z diodami LED ze wzorem Pokeballa, która ma świecić i wibrować, gdy tylko w pobliżu zjawi się jakiś Pokemon. Dzięki temu nie będzie konieczne stałe obserwowanie otoczenia przez kamerę w telefonie, w celu wyhaczenia jakiegoś pokemona.

Zapowiedź gry została przyjęta bardzo entuzjastycznie, a ludzie w dosłownie każdym wieku planują już swoje eskapady po pokemony. Jedyne wątpliwości budzą ewentualne błędy aplikacji, które mogą sytuować pokemony na ruchliwych autostradach, klifach lub w cudzych mieszkaniach.

Tak czy inaczej, jeśli zasięg aplikacji będzie uniemożliwiał złapanie wszystkich pokemonów w obrębie naszej klatki schodowej, gracze będą mieli kolejny powód by dobroczynnych skutków ruchu i spacerów na świeżym powietrzu.

Flashmoby, podchody, mordercze wyścigi i geocaching na miarę XXI. wieku

Pokemon Go to niejedyna próba przeniesienia dorobku Nintendo do naszych realiów. Rok temu podczas SXSW odbyły się wyścigi Mario Kart, natomiast jeśli chodzi o wyścigówki generalnie, a nie wyłącznie ze stajni Nintendo, warto wspomnieć o pomyśle zaimplementowania dosyć starej gry OutRun pod możliwości obecnych czasów i technologii AR.

Przemysł rozwija się w zawrotnym tempie. W 2012 roku, po dużym sukcesie na Kickstarterze, podczas festiwalu Burning Man zorganizowano zawody Super Street Fire będące luźną interpretacją gry Super Street Fighter.

Cała zabawa polegała na wyposażeniu oponentów w specjalne rękawice, które śledząc każdy wyprowadzany przez nich cios, aktywowały spektakularne płomienie.

Wziąwszy dodatkowo pod uwagę takie twory jak choćby Ludzki Pacman, za który odpowiada Adrian Cheok i jego drużyna z National University of Singapore's , wszystko to składa się na naprawdę imponującą kolekcję pomysłów.

Przyznam, iż jestem naprawdę pod wrażeniem i z wypiekami na twarzy czekam na kolejne tego typu przedsięwzięcia. Zdecydowanie cieszy mnie to, że sektor nietuzinkowych rozrywek stale się powiększa, a przyczynia się do tego nic innego, jak upowszechnienie gier komputerowych i technocentryzm.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Rozrywka:

Najlepsze książki science fiction. Niezbędnik nie tylko dla wielbicieli gatunku 10 najciekawszych statków kosmicznych z filmów. Czym latali Ellen Ripley i Boba Fett? 10 najciekawszych wynalazków MacGyvera: jak zbudować coś z niczego? Gwiezdny kupiec, czyli Monopol spotyka EVE Online. Legendarna planszówka PRL-u Nazistowska czekolada. Prawie jak jajko niespodzianka Wahadłowiec Buran. Rdzewiejące resztki radzieckiego programu promów kosmicznych Pierwsza gra na peceta powstała w ciągu jednej nocy. Napisał ją Bill Gates - zobacz, jak wyglądała 10 najdroższych samolotów i śmigłowców wojskowych świata Lech Wałęsa: ulubiony polityk internautów Lech Wałęsa: śmiejesz się z jego wpisów? Beztalencia, brak etykiety, cenzura. Czy podcasty zmierzają ku samozagładzie? Tokio Game Show 2015. Japonia się zmienia Ultratrudny quiz o Star Wars. Sprawdź, czy jesteś prawdziwym fanem Gwiezdnych wojen Bogaty, rozpoznawalny, wciąż bardzo dobry. Tak wyglądałby Wiedźmin, gdyby kupiło go Electronic Arts Krajobrazy w grach są sztuką, ale okładki... wręcz przeciwnie To mnie wkurza: Facebook, czyli jak zmienić stream w ściek cuchnący nienawiścią Gramy godzinami po to, aby je zobaczyć: najciekawsze zakończenia gier wideo Nowe Nintendo: prezesi jak papieże, a w Polsce lepiej niż kiedykolwiek Gadżetomania patronem medialnym „Media Tent” Round II. Zapraszamy! Pegasus: najlepsza konsola na świecie. Co o nim wiesz? Sprawdź się w naszym quizie Burning Man: spal kukłę na pustyni i zostań CEO Google'a. To zdarzyło się naprawdę "Co wy na to, żebyśmy oprócz normalnych ocen dostawali jeszcze EXPa i złoto?". Rozmawiamy z Mateuszem Tomaszewskim, twórcą Classroom RPG, nietypowej lekcji angielskiego Wiedźmin 3 za 3,70 zł, Fallout 4 za 5 zł. Nowe piractwo kwitnie na Allegro 9 najtrudniejszych gier świata: hardkor na ekranie, perfekcjonizm i żadnych pomyłek